poniedziałek, 21 marca 2016

Pisanka z włóczką

Dziś trochę inny post. Post ukazujący przykrą rzeczywistość polskich jarmarków rękodzieła.
Kiedy przechodziłam dzisiaj przez cieszyński rynek, rzuciłam okiem co proponują wystawcy. Wszystkie stoiska wyglądały bardzo podobnie, rzeczy zrobione bardzo niestarannie, albo co gorsza prosto z Chin. Sprzedawcy nagabywali przechodniów, a część ludzi była faktycznie zainteresowana.
Jedno stoisko było zupełnie inne. Było na uboczu, a za ladą starszy pan. Miał znacznie mniej rzeczy wystawionych, ale w życiu nie widziałam na jednym stoisku tyle tak starannie zrobionych prac. Przedmioty były piękne, a i niedrogie, ale klientów i tak nie było. Ludzie woleli iść tam gdzie sprzedawcy robili zbędną reklamę w niektórych przypadkach beznadziejnym rzeczom, a starszy pan po prostu nie miał siły na to. 
Nie potrafiłam przejść obojętnie obok jego stoiska, kupiłam rzecz podpisaną "pisanka z włóczką". Nieważne, że tak na prawdę nie ma na niej włóczki, a jest sznurek, w końcu widziałam co kupowałam. Ważne jest to ile serca, czasu i pracy w nią włożył. Jego radość była warta znacznie więcej niż te kilka złotych które wydałam.



Zastanawiam się co kieruje ludźmi, że wybierają to co najbardziej zareklamowane, najtańsze, a nie patrzą na jakość. Prace starszego pana zdecydowanie przewyższały całą resztę, a mimo to jego stoisko było jakby niezauważone.
Niestety nie miałam zbyt wiele czasu, więc nie mogłam długo podziwiać jego talentu, ale mam nadzieję, że jeszcze kiedyś go gdzieś spotkam.